Autentyczność i naturalność były od początku najważniejszymi wartościami, na jakich zależało mi w fotografii. Dlatego kiedy głos w mojej głowie powiedział „chcę tworzyć reportaże z porodów” poczułam, że prędzej czy później tak się właśnie stanie. Reportaż w czystej postaci.

Czekałam w gotowości od momentu, kiedy przyszedł sms o 20:00 w piątek. Po nieznośnych kilku godzinach ciszy telefon zadzwonił o północy. Chwilę wcześniej miałam sen, że zadzwonił tata dziecka z informacją „ona wychodzi” i wiedziałam, że mam mało czasu, żeby jeszcze zdążyć dojechać. Mimo zaspania po krótkiej drzemce, zerwałam się, sprawdziłam, czy na pewno wieczorem schowałam aparat do plecaka i ruszyłam do Wrocławia.

Zależało mi bardzo, żeby nie przegapić najważniejszego. Czułam, że zostało mało czasu, ale dominowała we mnie ekscytacja i radość, że przede mną pierwszy poród domowy. Na miejscu była już położna Agnieszka, która ze spokojem wspierała Zuzę w procesie zaufania sobie, swojemu ciału i temu, że ma wystarczająco siły, aby wydać na świat dziecko. W pokoju obok spokojnie spała 2,5-letnia Dorotka, wokół panowała nocna cisza.

Od momentu wejścia poczułam wzruszenie, że mogę tam być. Patrząc na opanowanie Zuzy, bliskość i wsparcie jej partnera dotarło do mnie, w jak niezwykłym wydarzeniu biorę udział. Przeszła przeze mnie fala wdzięczności i podziwu, kiedy okazało się, że już widać główkę.

Spokój i opanowanie przeplatał się ze zmęczeniem i strachem przed kolejnym przypływem bólu. Niepewność, czy wszystko idzie jak należy była po chwili łagodzona przez kojące słowa położnej. W pokoju świeciła się jedynie boczna lampka, tworząc przytulną atmosferę przesyconą oczekiwaniem na małego człowieka.


Kiedy padły słowa „przy kolejnym skurczu musisz urodzić główkę” zapadła cisza, która mówiła wszystko. Chwilę później usłyszeliśmy piękny krzyk i Mała trafiła w ramiona mamy. Dziewczynka – tak jak w moim śnie 🙂 Rodzice nie znali płci dziecka przed porodem.




Płacz Małej, wzruszenie taty, słowa uznania położnej, cichy dźwięk migawki mojego aparatu… – „I co teraz?” – „No co, wychowamy” – żartowali rodzice. Ciało Zuzy drżało w naturalnym procesie, a mi uśmiech nie schodził z twarzy.




Po chwili wytchnienia Zuza zebrała w sobie jeszcze trochę siły i urodziła łożysko. Esencja mocy natury.

Mała pokazywała swoją siłę cudownym płaczem, kiedy Paweł przeciął pępowinę.



Wtulona w ramiona mamy Mała zaczęła ssać najpierw swoje paluszki, a potem pierś, rozkosznie mlaszcząc. Wszystko było tak jak powinno.





Nieograniczony czas bliskości mamy i maleństwa, spokojne szybkie badanie i powrót do ssania, intymność, komfort swojej przestrzeni – to właśnie magia porodu domowego.






Dziękuję za zaufanie i możliwość udziału w tym niesamowitym doświadczeniu Zuzie i Pawłowi.
Wszystkie zdjęcia zostały opublikowane za zgodą rodziców.
Link do galerii zdjęć:
http://pstrykamizmykam.pl/gallery/narodziny/
0 thoughts on “Narodziny”