Stało się.
Podobno każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ja swój zrobiłam bardzo dawno temu, ale wtedy była to tylko krótka analogowa przygoda nastolatki. Prawdziwa podróż zaczęła się od dopuszczenia do siebie myśli, że mogę robić zdjęcia. Ten krok okazał się najtrudniejszy – nie zdobycie aparatu, rozeznanie w sprzęcie, technika…tylko wiara w siebie. Ja i fotografia? Tak na serio? Bo jak się okazało robić zdjęcia to jedno, a ogarnąć swoim strachliwym umysłem, że naprawdę chce się temu poświęcić to już inna kwestia.
Wymagało to ode mnie spojrzenia z zupełnie innej perspektywy na samą siebie. Muszę przyznać, że to było mocne przeżycie – czuć jak marzenio-pragnienie o fotografii przebija się przez betonowe wyobrażenie o sobie, warstwę pokornej skromności (jest w ogóle coś takiego?), brak odwagi do pomyślenia o tym na poważnie (a co dopiero o podjęciu działania!) i totalnego zdziwienia, że moje pstrykadła mogą się komuś podobać. Banalne, ale wzruszające jakby nawet trochę… Bo jak się okazało podążanie za tym, czego naprawdę się chce jest trudne, ale jednocześnie jest jak powiew świeżego powietrza.
A skoro przyszła pora rozwijać się na poważnie to i skonfrontować się trzeba. Wynurzam się więc ze swojej nory i zapraszam do swojej nieśmiałej foto-przestrzeni.
Ufff.

Moja odważna i dzielna rozczochrana córka.Dopiero dziś rozpoczęłam podróż przez bloga. I zupełnie nie rozumiem jak to się stało że zrobiłam to tak późno.Sorry.
Ostatnie słowo to dla mnie synchronizacja. Ostatnio też w pewnym sensie wyszedłem z nory i miałem swoje ufff. Podziwiam i pozdrawiam 🙂
Super Dawid, że zajrzałeś 🙂 Cieszę się, że wychodzisz ze swojej nory! Trzymam za Ciebie kciuki (zawsze) 🙂